Felieton polityczny: Zielonogórzanie 57 lat później

08:00

26 maja 2017

Krzysztof Chmielnik

Publicysta

 

(Visited 887 times, 1 visits today)

Wydarzenia Zielonogórskie budzą we mnie pewną refleksję. Dotyczy ona kondycji psychicznej Zielonogórzan z 1960 roku, którzy w obronie czegoś co uznali za swoje gotowi byli ryzykować. Nie dostrzegam w buncie ówczesnych mieszkańców Zielonej Góry, antykomunizmu, jak chcą tego ich dzisiejsi apologeci. Widzę raczej potrzebę samorządową. Nie wielką politykę i walkę z systemem, ale potrzebę organizowania sobie życia w mieście po swojemu. Oni nie byli przeciwko socjalistycznej władzy. Pragnęli jedynie mieć prawo decydowania o przeznaczeniu publicznego mienia.

Dzisiaj jak przyglądam się współczesnym mieszkańcom mojego miasta nie dostrzegam nawet cienia tamtego zaangażowania w sprawy publiczne. Powiem więcej. Mam głębokie przekonanie, że tamta przegrana z kompanią ZOMO z Poznania, zasiała strach przed władzą tkwiący do dzisiaj we współczesnej mentalności Zielonogórzan. Przegrana stała się także fundamentem układu obecnej władzy samorządowej. Przecież dzisiaj władzę w mieście piastują mentalni potomkowie tych, którzy pałowali i przesłuchiwali zbuntowanych obrońców Domu Katolickiego.

Bojaźń zasiana dwa pokolenia temu, pleni się we współczesnych relacjach Zielonogórzan z władzą. Relacja ta, rodem z czasów bolszewickich, z jednej strony zgina społeczny kark mieszkańcom Zielonej Góry, z drugiej zaś gruntuje u władzy przekonanie o potędze, nieomylności i daje poczucie kompletnej bezkarności. To dlatego dzisiaj władza w Zielonej Górze może zrobić najbardziej głupią i amoralną rzecz, a pokorne społeczeństwo będzie patrzeć na nią z zachwytem.

No bo z czego się bierze akceptacja i medialny aplauz nad pomysłami igelitowego stoku, zachwyt wieżą widokową, radość z pomnika znanego żużlowca. Dlaczego nie budzi większego sprzeciwu to, że władza publiczne pieniądze przeznacza na autopromocyjną gazetkę, w której wychwala samą siebie? Raporty o licznych nieprawidłowościach nie prowokują do protestu nikogo poza kilkoma dziwakami. Doniesienia o zwyczaju łamania prawa traktowane są jak oczywistość nie prowokująca nawet do zdawkowej debaty publicznej.

I żeby było jasne, ja nie zarzucam władzy tego, że jest skorumpowana, że jest nieudolna, że rujnuje miasto prywatą i brakiem pomysłu na rozwój Zielonej Góry. Ja zarzucam Zielonogórzanom, że dziedziczą ślady policyjnych pał, jakie spadły na plecy ich rodziców i dziadków prawie 60 lat temu. Zarzucam im, że pozwalają na to, aby mentalni potomkowie władzy, która polityczną tępotą sprowokowała a potem tłumiła Wydarzenia Zielonogórskie, rządzą dzisiejszą Zieloną Górą.

I szkoda, że refleksja o samorządowym źródle protestów z maja 1960 roku, nie dociera do świadomości współczesnych mieszkańców Zielonej Góry. Zamiast tej refleksji wzniecany jest mit o antykomunistycznym charakterze tego buntu. Szkoda, bo w efekcie tej złej interpretacji motywów obrońców Domu Katolickiego, nie usłyszymy rechotu historii. Rechoczącej z tego, że obecna władza tak samo arogancka jak tamta komunistyczna, dzisiaj czci pamięć ludzi, którzy chcieli być u siebie i rządzić miastem według własnej potrzeby, wbrew władzy.

(Visited 887 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz