Felieton polityczny: Relokacja

08:00

2 czerwca 2017

Krzysztof Chmielnik

Publicysta

 

(Visited 1 729 times, 1 visits today)

Unijna biurokracja jak każda inna, zaczyna robienie wody z mózgu, od semantyki. A to w praktyce sprowadza się to do manipulowania znaczeniami słów. Zgodnie z aktualną, w danym sezonie, modą na poprawność polityczną, co jakiś czas wprowadza do obiegu „czarodziejskie” słowo, aby skryć nowe biurokratyczne łajdactwo. Tym modnym słowem jest relokacja, a łajdactwem cyniczna gra jaką prowadzą Niemcy za pomocą eurokratów.

Relokacja znaczy tyle co przemieszczenie, przeniesienie z miejsca na miejsce. W słowie tym ukryta jest przedmiotowość tego co zostanie relokowane. To coś co ma być relokowane ma pozostać bierne wobec relokacji, jak rzecz, jak worek ziemniaków. Jeżeli relokowanym może być ktoś, to jest względem relokującego bierny. Aktywny podmiot relokuje się. I jest w tym relokowaniu się aspekt wyboru.

A eurokraci mówią o relokowaniu tzw uchodźców, jakby byli rzeczami. Przybyli oni głównie do Niemiec, bo tam ich Frau Kaźmierczak zaprosiła. Mieli zasilić demograficznie Niemcy, którym brakuje woli rozmnażania się, a także wesprzeć rynek pracy. Niestety ich obyczaje prokreacyjne rozczarowują, a chęć do pracy nie porywa. Zamknięto ich zatem w niemieckich obozach, gdzie siedzą na socjalu psując gospodarkę.

No ale jak długo można siedzieć w obozie i nic nie robić. To kłóci się z niemieckim porządkiem. Zatem zgodnie z niemiecką tradycją zaplanowano relokację, tak świetnie realizowaną onegdaj przez niejakiego Eichmanna. I dlatego bundeswładza nakazała unijnej wierchuszce uruchomić kampanię miłości do relokowanych i solidarności z niemieckim budżetem. W ramach tej kampanii miłości i solidarności, eurokomisarze straszą Polskę i inne kraje, karami za brak empatii dla niemieckiego budżetu.

Jednak niemiecka miłość do bliźniego relokowanego ma ludzki wymiar. Niemiecka władza nie wszystkich tzw uchodźców kocha jednakowo. Tych których kocha bardziej pragnie zatrzymać u siebie, a tych których nie kocha pragnie relokować. Trzeba to docenić, że niemiecka władza obecnie już nie stosuje selekcji relokowanych na rampie, jak to miała w nie tak dawnym obyczaju, ale przegląda paszporty i sprawdza przydatność relokowanych dla Bundesrepubliki w duchu europejskiego humanitaryzmu. Bowiem Niemcy chcą się humanitarnie pozbyć zaproszonych wcześniej gości, bez pytania ich o zgodę. Światli niemieccy urzędnicy, z pruską troską, zadecydują o tym, gdzie relokowani zostaną wywiezieni.

Bowiem rzeczywistość skryta w słowie relokacja, tak naprawdę nazywa się deportacją, a ta oznacza po prostu wydalenie z kraju pobytu. Synonimem słowa deportacja są takie słowa jak: wydalenie, wygnanie, wypędzenie, wysiedlenie, wywóz, zesłanie…. I trzeba przyznać, że te synonimy przynoszą złe skojarzenia.

I właśnie te wszystkie skojarzenia z obozami koncentracyjnymi, wywózkami, wysiedleniami, selekcją eurokraci z Donaldem T. na czele, próbują łajdacko okadzić gadaniem o solidarności.

(Visited 1 729 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz