Felieton polityczny: Ksawery

17:47

27 października 2017

Krzysztof Chmielnik

Publicysta

 

(Visited 928 times, 1 visits today)

Ksawery wpadł na chwilkę do Zielonej Góry. I nie była to bynajmniej przyjacielska wizyta. Paradoksalnie wizyta ta ma wymiar pozytywny. Jest nim weryfikacja stopnia naszej gotowości do sprawnego reagowania i radzenia sobie w obliczu nieoczekiwanych wybryków natury. Z Ksawerego zatem powinniśmy wyciągnąć konstruktywne wnioski. Na przyszłość.

Tymczasem energetycy posznurowali zerwane druty, dostawcy internetu i telewizji kablowej pocerowali serwery, z ulic i parków zniknęły powalone drzewa. Sztaby kryzysowe wdziały laczki i zaległy w domowych pieleszach. A jedynym śladem po przejściu Ksawerego są trociny.

Mądra władza zaczęłaby się zastanawiać jak przygotować miasto i obywateli do obrony przed znarowionymi żywiołami i starałaby się zwiększyć sprawność w usuwaniu skutków. Bo, czy się nam to podoba czy nie, ulewa znowu zatopi deptak, śnieg zasypie ulice na metr, a wiatr zerwie kilkadziesiąt dachów i powali setkę drzew. I nie wynika to z kasandrycznych fobii, ale z rachunku prawdopodobieństwa. Zjawiska niszczycielskie są pewne. Nieznany jest tylko ich czas i miejsce.

Ksawery dowiódł, że samorządy nie są tak świetne jak mówią o tym samorządowcy do telewizji. Ksawery niczym kontroler z NIK-u, sporządził brutalnie raport, w którym bezradność samorządowców odmieniana jest na dziesiątki sposobów. Bez służb państwowych Zielona Góra sparaliżowana byłaby po Ksawerym najmniej tydzień. Ale najgorsza jest kompletna niemoc samych mieszkańców, indywidualnie i zbiorowo niezdolnych do działania w ramach … o paradoksie… samorządności.

Samorząd lokalny to nie tylko instytucje, załatwiające za obywateli rozmaite problemy i pieszczące potencjalnych wyborców darmowymi beneficjami. Samorządność to filozofia podejścia do samodzielnego zarządzania miejscem swojego zamieszkania, przez mieszkańców. Tymczasem samorządowy obywatel, to roszczeniowy osobnik, który oczekuje, że ktoś za niego wszystko zrobi. Mieszczuch, który wobec braku prądu, zwalonej w poprzek drogi lipy, łapie za telefon i awanturuje się, czemu to tak długo trwa. Niezdolny, ani mentalnie, ani technicznie do rozwiązywania żywotnych dla niego problemów.

Ksawery dowiódł, że instytucje samorządowe w powiązaniu z pasywnością samorządową mieszkańców, wytworzyły w mieszkańcach Zielonej Góry, ale także innych miejscowości, bezradność. Ta wyuczona bezradność, bierze się z roszczeniowego kształtowania relacji urząd-obywatel. Demokracja kreuje władzę, która za pieniądze wyborców, deklaruje wyborcom wygładzenie każdziusieńkiej zmarszczki na czole, zanim się jeszcze pojawi. W efekcie wyborcy przestali dbać o własne bezpieczeństwo i odzwyczajeni od brania spraw w swoje ręce, czekają, aż władza za nich ułagodzi Ksawerego i posprząta bajzel jaki powstał za jego przyczyną.

Może więc warto zastanowić się, jak we własnym zakresie zarządzać swoim kawałkiem miasta w obliczu klęsk żywiołowych. Jak podzielić się z władzą odpowiedzialnością w przeciwdziałaniu skutkom i ich usuwaniem.

Dla własnego przecież dobra.

(Visited 928 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz