Felieton polityczny: Krzywdy

17:45

22 września 2017

Krzysztof Chmielnik

Publicysta

 

(Visited 1 236 times, 1 visits today)

Każde porządne imperium musi mieć swoje siły interwencyjne zdolne do jego obrony. A ponieważ celem imperium jest gospodarcza eksploatacja kolonii, imperium rzadko ucieka się do rozwiązywania konfliktów za pomocą zbrojnej interwencji. Imperium raczej organizuje wojny konkurentom. Kiedy imperium słabnie i nie ma kasy na zbrojne prężenie muskułów, pojawiają się tajne siły specjalne do usuwania wrogów imperium. O tym właśnie jest książka Vincenta Nouzille Zabójcy w imię republiki. Republiki francuskiej, dla ścisłości.

Autor w tej książce opisuje jak francuskie tęsknoty imperialne i poczucie cywilizacyjnej wyższości materializują się w skrytobójczych mordach, organizowaniu przewrotów, zamachach terrorystycznych, korzystaniu z usług płatnych zbirów. Po siły specjalne, podlegające bezpośrednio Pałacowi Elizejskiemu, sięgali wszyscy kolejni prezydenci Francji od de Gaulle poczynając, a na Sarkozym kończąc. Książka podobno wywołała we Francji sensację. Mnie zupełnie nie szokuje. Wywołuje natomiast refleksję związaną z masową emigracją z Afryki do Francji.

Kolonializm niesie z sobą bagaż krzywd podbitych narodów. Krzywdy te będące częścią plemiennych mitologii o złych Francuzach, są też częścią narodowych tożsamości. Podobnie jak w Polskiej świadomości na przykład Krzyżacy, utożsamiani niezbyt racjonalnie z Niemcami, tak w dawnych francuskich koloniach istnieje Francuz jako stereotyp krzywdziciela. Nie jakiś konkretny, ale ogólny.

Dekolonizacja i francuskie powojenne próby utrzymania dominacji w dawnych koloniach realizowane za pomocą tajnych sił specjalnych, dopełniają stereotypu Francji jako imperium zła. Francja swoją imperialną megalomanią ciężko zapracowała na swój negatywny obraz w oczach mieszkańców swoich dawnych kolonii. To dotyczy także innych kolonialnych imperiów.

Ciężar krzywd, rozproszony w pamięci postkolonialnych społeczeństw, drzemałby być może jeszcze wiele lat. Tlący się ból dawnych krzywd, traciłby z latami temperaturę. Dzisiaj trudno reanimować u Polaków poczucie krzywdy wobec Szwedów za potop. Ale na te niezbyt odległe w czasie krzywdy ludów Afryki nałożył się wojujący islam.

Nie chcę się wdawać w egzegezę islamu, ale ideologia ta jednoczy te rozproszone poczucia krzywd, zaznanych w danych i niedawnych czasach, w specyficzny rewanżyzm. To nie Allach czy ideologia islamu spaja Afrykanów migrujących do Francji w falę demograficznego tsunami. Spoiwem jest suma krzywd, jakie są wpisane w tożsamość narodów postkolonialnych. Islam jest jedynie pretekstem dla rewanżu. Moralnym uzasadnieniem prawa do roszczeń. Bazą dla socjotechnicznej metody zarządzania świadomością emigrantów.

Refleksja wywołana lekturą wspomnianej książki, pozwala także rozumieć nastawienie pochodzących z Afryki, nowych mieszkańców Francji, ale też Niemiec, Holandii czy Belgii. Nie ma mowy o integracji z dawnym wrogiem. Emigranci oczekują pełnej akceptacji. Akceptacji ich kultury i obyczaju. Ale przede wszystkim oczekują życia na koszt dawnych ciemiężycieli.

(Visited 1 236 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz