Felieton polityczny: Erwein

17:49

5 stycznia 2018

Krzysztof Chmielnik

Publicysta

 

(Visited 1 377 times, 1 visits today)

Internet, to paskudna rzecz, a najgorsza jest w nim Wikipedia. Szczególnie niemiecka. Można tam przeczytać po niemiecku rzeczy okropne i nie wiadomo jak bardzo prawdziwe. Niemcy jak wiadomo cenią sobie solidność i jak kłamią to – solidnie. Jednak kiedy piszą prawdę, to jest to prawda jak pancernik Bismarck. Tyle tytułem wstępu, bo rzecz jest poważna i dotyczy wieszania.

Jak powszechnie wiadomo, dzięki Gazecie Wyborczej, w arystokratycznej austriackiej rodzinie grafini Róży Thun und Hochenstein życie płynie w duchu wielowiekowego multikulti. Ukąszona duchem multikulti grafini, de domo Woźniakowska, należy w Parlamencie Europejskim do grupy Spinelli, w której razem z Guyem Verhofstatem walczą z ideą państw narodowych. Komunista Spinelli, którego nazwisko widnieje nad wejściem do Parlamentu Europejskiego uważał, że narody i religie to wymysły szatańskie, i trzeba je zniszczyć. No i grafini konsekwentnie walczy z szatanem, czyli Polską.

To nie spodobało się kilku osobnikom, którzy sporządziwszy z listewek szubienice, powiesili na nich portrety kilku miłośników komunisty Spinelliego. Jeden z portretów był portretem naszej Róży. W eurokołchozie zawrzało ateistycznym oburzeniem i zwolennicy Spinelliego podnieśli larum. Nazwali owych osobników, a jakże, faszystami i nazistami.

Tymczasem rodzina Thun und Hochenstein ma alergię na szubienicę, za sprawą dalekiego kuzyna, jak to się elegancko mówi o krewnych w arystokratycznych familiach. Krewny ów, Erwein von Thun und Hohenstein, w 1940 roku powołany jako rezerwista do Abwehry, początkowo do zwalczania partyzantki w Polsce, a po napaści na ZSRR oddelegowany do pozyskiwania spośród jeńców radzieckich renegatów do słynnego ukraińskiego batalionu „Nachtigal“, w którym dowodził kompanią. Władał bowiem znakomicie językami, także rosyjskim i polskim. Znajomość języków ułatwiała dowodzenie masakrami ludności żydowskiej Lwowa i okolic. Jak wspomina go jeden z jego zbirów Niznansky – „Był starszym, wybitnym dżentelmenem”. Nie był nazistą, ale według opinii Niznankyego, lubił przygodę. Zatem nie może dziwić, że w 1944 znalazł się w Słowacji, aby szukać po lasach niedobitków Słowackiego Powstania.

Tu znalazł się w swoim żywiole, zorganizował grupę multikulti, składającą się ze Słowaków, Ukraińców, Kałmuków, Rosjan, której ulubionym zajęciem były pacyfikacje słowackich wsi. Oddział zabił ok 300 cywilów, a 600 wysłał do obozów koncentracyjnych. Bo na ślad partyzantów nie udało się im wpaść. Pisali o tym szczegółowo w Spieglu.

Dzielny krewniak przyszłego męża Róży Thun und Hochenstein wpadł w styczniu 1945 roku w sowieckie łapska, które go powiesiły w lutym 1946.

Nie jestem pewien, czy grafini Róża Barbara Thun und Hochenstein zna tę rodzinną historię, ale na wszelki wypadek, zgodnie z zasadą „w domu powieszonego nie gada się o sznurze“, kultura powinna nas powstrzymywać od sugerowania jakiegokolwiek związku nazwiska Thun und Hochenstein z szubienicą.

(Visited 1 377 times, 1 visits today)

19 myśli na temat “Felieton polityczny: Erwein”

  1. Uśmiałam się do łez , radosna twórczość ,ciekawe, co jeszcze doczeka się tak bogatego w fakty prawdziwe i potwierdzone komentarza ?

  2. W SPRAWIE WIARYGODNOŚCI TEKSTU
    Jeśli informacje o rzekomych dokonaniach niejakiego von Thuna und Hohensteina są równie wiarygodne, jak to, że:
    primo: panieńskie nazwisko Róży Thun to „Wieczorkowska”,
    secundo: w Parlamencie Europejskim istnieje grupa „Sipnelli”,
    tertio: istnieje europarlamentarzysta o nazwisku „Verhofstat”
    – to ja mogę komentowany tekst potraktować co najwyżej jako swoistą groteskę, a nie rzetelne źródło informacji. Dlaczego groteskę? Bo w ramach licencji poetyckiej łączy komizm (zabarwiona ironią stylistyka) z grozą (ta szubienica jako lejtmotyw!).
    Doceniając swadę P.T. Autora, mam wszelako wątpliwości co do staranności wykonania. Gdy zarzuty stawiacie, gaf nie popełniajcie. Bo sami wyjdziecie na… błaznów…

  3. CZY TAKIEJ EUROPY I POLSKI CHCE GRAFINI ?

    W 2015 roku w Reims nastolatki o nieeuropejsko brzmiących imionach skatowały młodą francuską kobietę. Za co? Tylko za to, że 21-letnia plażowiczka Angelique… wystawiła swe wdzięki w miejskim parku.
    Gdy patrol ubranych od stóp do głów śniadolicych (bez obrazy jakiejkolwiek rasy) nastolatek zażądał, by niemal naga, zażywająca kąpieli słonecznej kobieta się ubrała – wyzwolona i pewna siebie Francuzka rzuciła im wyzwanie. Powstała z koca i hardo postawiła się młodocianym moralistkom. Spięła pośladki, rozcapierzyła niczym zadziorna lwica pazury i wykrzyczała zadziornie „Allez”! To nie miała być jednak zwykła bójka dziewczyn zawiszczących sobie urody, zazdrosnych o chłopaka etc. Tam, w miejskim parku w sercu Europy, miała się bowiem rozegrać heroiczna walka podjęta w obronie wartości cywilizacji współczesnego Zachodu. O tak! Stając denude, w krasie wyzwolonej kobiecości, naprzeciwko nieletniej agresorki – dojrzała i dumna Angelique zdecydowała się stoczyć bój o coś nieporównanie ważniejszego niż komfort plażowiczki. Ta dzielna francuska kobieta zamanifestowała w ten sposób poszanowanie imponderabiliów Starego Kontynentu.
    Niestety, za swą odwagę i determinację, za pokazanie wszem i wobec zgrabnych nóg, a także reszty jędrnego ciała, śmiało i bezpruderyjnie wyeksponowanego w kusym bikini – roznegliżowana plażowiczka zapłaciła zdrowiem. Zapłaciła bezlitosnym skopaniem swej obnażonej pupy przez brutalną młodocianą napastniczkę (i kumpele podżegające bezlitosną szesnastolatkę do bójki). Na nic się zdała odwaga Angelique, a potem już tylko jej histeryczny krzyk, spazmatyczny płacz i dramatyczne, przeszywające konary drzew i szczyty katedry w Reims, wołanie o pomoc. Katowanej ofierze brutalnej przemocy nikt nie pomógł. Nikt nie osłonił, nikt nie uratował wyzwolonej francuskiej kobiety w stringach przed okrutnym i bolesnym mantem. Mantem, o zgrozo, spuszczonym wyzwolonej bikiniarce z rąk i buciorów okrutnej nastolatki, za nic mającej imponderabilia nowoczesnej Europy. Niestety… Z siniakami, zadrapaniami i innymi znamionami ciężkiego pobicia – nieszczęsna Angelique zakończyła swe plażowanie na oddziale intensywnej terapii.
    Czcigodna Grafini Iluś Tam Tytułów! Bracia i Siostry od liberte-egalite-fraternite!
    Zachciało się Wam pouczać Polskę – państwo, w którym kobiety z dumą stukają obcasami, że ho, ho, nowoczesny kraj, w którym nawet nastolatki chodzą w mini (a bikini naraża co najwyżej na słowa zachwytu, a nie bęcki, manto czy po prostu wpier…ol), o standardach demokracji. A ja, przywołując przykład dzielnej Angelique, skatowanej bestialsko za opalanie się w stroju kąpielowym, zapytam: Czy tak ma wyglądać współczesna Europa? Czy młode Francuzki do starości mają zakrywać swe wdzięki w imię „poprawności politycznej”? Czy obywatele Francji zasługują na zaordynowany im przez władzę stan wyjątkowy?
    PS Ku rozwadze, a bez zamiaru promowania rasizmu, nazizmu, seksizmu czy innych bezeceństw.

  4. MANIFEST PATRIOTYCZNY

    Nastał nam wspaniały czas. Polska obudziła się i powstała z kolan. I stało się. Mamy oto czas dobrej zmiany.
    Ale nie wszyscy to pojęli. Nie wszyscy okazali wdzięczność. Dlatego zaklinam: Rodacy, musicie wszystko poświęcić, by przekonać niezdecydowanych i wywalczyć Polskę naszych marzeń. Polskę zjednoczoną w patriotyzmie, narodowej dumie; Polskę walczącą o swe godne miejsce w świecie i solidarną w miłości do swej Matki-Ojczyzny; Polskę z głową podniesioną, a nie stłamszoną, splugawioną i obśmianą przez prostytutkę, celebrytę czy tetryka.
    Wola patrioty oraz wiara syna i córki tej Ziemi – to skrzydła Dobrej Zmiany. A tak uskrzydlona Dobra Zmiana powinna objąć wszystkie sfery życia publicznego, a w szczególności edukację, media i politykę. Każdy, kto przyzwoity, powinien się przyłączyć do Prawej i Sprawiedliwej Biało-Czerwonej Drużyny. Do Drużyny Dobrej Polskiej Zmiany. A następnie – zamiast spoczywać na laurach i chełpić się swym patriotyzmem – przystąpić do ochoczego tępienia złogów komunizmu i postbolszewii. Bo Ojczyzna – to patriotyczne zadanie domowe do wykonania, to wielki zbiorowy obowiązek.
    Trzeba więc zwalczać plagę, która za polszewizmu zniszczyła raj polskich wartości narodowych, rozpleniając się bujnie i zuchwale wśród kupy kamieni pozostawionej przez zdrajców Polski. Owszem – dla dobra Narodu i Ojczyzny czas pozbyć się turkuciów podjadków polskości i uwolnić od plagi postkomuny! Oczywiście – pamiętając o przestrzeganiu prawa. Ale nie takiego z przepaską na oczach wobec postkomunistycznej nomenklatury i burżuazji, a za to ze szkiełkiem w oku wobec zwykłych Polaków. I nie takiego, które odwołuje się do systemu kastowego. Polska zasługuje na PRAWO, które wyrasta z żyznej gleby demokracji, suwerennej woli narodu i poczucia sprawiedliwości ludowej. Właśnie: SPRAWIEDLIWOŚCI. Sprawiedliwości i zadośćuczynienia. Dość nękania polskich patriotów na państwowych uczelniach! Stop ośmieszaniu Polski w mediach! Fora z dwora, a zwłaszcza z polskiego parlamentu i wysokich urzędów państwowych, tym politykom, którzy polskość uznają za nienormalność, a Polskę mianują dzikim krajem!
    Nie możemy już nigdy więcej pozwolić na bezkarne i bezczelne opluwanie Polski, Polaków i polskości! O tak! Musimy kultywować nasze narodowe tradycje, a zwalczać defetyzm typu „Żydzi zasługują na reparacje, Włosi, Francuzi i Anglicy też, lecz Polacy nie”. Czy my, Polacy, mamy się wstydzić tego, że wśród nas było najwięcej obrońców Żydów, a nasza ziemia ojczysta zwana była „Paradisium Iudaeorum” (Żydowski Raj)? Czy mamy się godzić na bycie Europejczykami podrzędnej kategorii? Czy mamy pokornie pozwalać na to, by potomkowie ludobójców i twórców Holokaustu pluli nam w twarz i z Polaków czynili najgorszych antysemitów i totalitarnych gałganów w dziejach ludzkości ? Czy mamy się godzić na rezygnację ze słusznych odszkodowań za zniszczenia i mordy najokrutniejszej z wojen, której byliśmy największą ofiarą? Za wymordowane bestialsko kobiety, dzieci i za osierocone rodziny? Za wybitą niemal do szczętu, niczym pluskwy, inteligencję polską? Za zrównane z ziemią nasze miasta i wioski, zrabowane skarby kultury narodowej, utracone ziemie i majątki? I to tylko dlatego, że rezygnację tę podpisali stalinowscy siepacze, którzy polskim oficerom strzelali podstępnie w skroń? I że ideowi potomkowie ludobójców głośno wrzeszczą, że domaganie się sprawiedliwości za doznane krzywdy jest śmiertelnym grzechem przeciw europejskiej poprawności politycznej? A my na to poniżanie Narodu Polskiego odpowiedzmy: Nie, nie, nie! Po trzykroć, milionkroć i więcej razy NIE!!! Nie, bo wbrew zaprzańskim pseudointelektualistom i antypolskim sofistom – Polacy się na odebranie należnych im praw nie zgodzili, nie zgadzają i nigdy nie zgodzą. Nie, bo wbrew sprzedawczykom za posthitlerowskie srebrniki – Polacy nie myślą tylko o sobie, lecz o dumnej i szanowanej Rzeczypospolitej. Nie, bo wbrew wichrzycielom godzącym w fundamenty solidarnej i patriotycznej Polski – Polacy to jedna wielka rodzina zjednoczona w wierze, w miłości do Ojczyzny i w nadziei, że chcieć, to móc, że damy radę. O tak, po milionkroć i więcej razy TAK!!! Tak, bo ta wiara, ta miłość i ta nadzieja – są gwarantem naszej niepodległości i narodowej siły, są probierzem nie pustej idei, lecz niezwyciężonej woli Narodu Polskiego.
    Powstańmy zatem z kolan i na stulecie odzyskania niepodległości wywyższmy nasz Naród – bo jak mało który sobie na to zasłużył. I pamiętajmy, że nikt nie zabije polskości w prawdziwych Polakach. Niech żyje wolna Polska i przyszłość wielkiej Rzeczypospolitej!
    PS Mój tekst nie ma na celu nawoływania do nienawiści na tle rasowym ani podżegania do agresji wobec jakiejkolwiek osoby. Dotyczy postaw – propagując te dobrze służące Ojczyźnie, a poddając surowej krytyce zachowania haniebne – owe turkucie podjadki polskości i plagi niszczące nasz piękny kraj.

  5. MIAŁEM SEN…

    Miałem sen, straszny sen… Platforma straciła władzę. Nagle wygasły wszystkie światła, a w kranach zabrakło ciepłej wody. Zielona wyspa zmieniła się w kartoflisko, na którym obowiązywały wykonywane w czynie społecznym wykopki. A słońce oświecające wcześniej Złoty Wiek schowało się z rozpaczy za gęstymi chmurami, po czym spaliło się ze wstydu spowodowanego tym, co nierozważnie ujrzało. A ujrzało horror…
    Ale, darując już słońcu jego niechlubny i pożałowania godny skon, dodam ze smutkiem skropionym obfitą łzą, że było coś jeszcze gorszego, coś dojmująco ponurego i okropnie strasznego. To przerażający obraz obywateli – do niedawna tak szczęśliwych, a teraz zniewolonych, przybitych rozpaczą i niemal wdeptanych w glebę przez dojmującą smutę i wszechobecny terror. O tak, niestety, w moim śnie schyleni ludzie, o wykrzywionych grymasem rozpaczy twarzach, z szeptem i strachem wspominali niedawne złote czasy. A wśród nich była pewna niegdyś bardzo znana i szanowana pani w okularach, teraz oto z zakasanymi rękawami i obłędem w oczach kopiąca, a następnie przesiewająca ziemię. W pewnym momencie okulary spadły jej z nosa, po czym jakiś bezwzględny bucior rozdeptał szkła i oprawki – ostatni kompas w pracy pro bono publico owej nieszczęsnej kobiety. A ja zalałem się na to krokodylimi łzami, które użyźniły glebę obywatelskim wzruszeniem i współczuciem. Dreszcze grozy, niczym wkłuwane z sadystyczną nienawiścią szpile, przeniknęły me ciało, a czoło, oczy i usta zalały gwałtowne potoki zimnego potu…
    Na szczęście się wybudziłem z tego koszmaru. Usłyszałem nad sobą przyjazne, pełne ciepła, miłości i troski głosy. Wiedziony przez dyskretny promyk słońca igrający w tęczowej poświacie i opiłkach porannej nadziei – uniosłem głowę i spojrzałem w kierunku życzliwych mówców. Ujrzałem troje pięknych, sympatycznych Europejczyków różnej płci rozmawiających o demokracji. Troje Dobroczyńców pomagających i mojej Ojczyźnie, i demokracji, i takim wystraszonym obywatelom jak ja. Byli to Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein de domo Woźniakowska, Franciscus Cornelis Gerardus Maria Timmermans i Donald Franciszek Tusk. Ten ostatni na moment przerwał rozmowę, odbierając telefon z Polski, która tak bardzo Go dziś potrzebuje. To powszechnie znany alimenciarz proszalny z kitką, bródką i w okularach wzniecał w Imperatorze Europy obywatelskie zapały tymi oto dramatycznymi słowy: „Tusku, musisz. PO-KOD i moja kieszeń w potrzebie”…
    Jak to dobrze, że jesteście – pomyślałem. Ach, och, uff – jak dobrze! Wstałem, rzuciłem piżamę na żyrandol, wyprostowałem swe jędrne ciało, napiąłem masywne muskuły, spiąłem zgrabne pośladki, wyeksponowałem przesławne klejnoty, zapłodniłem wyobraźnię i z dumą spojrzałem w lustro. Po czym poryczałem się ze szczęścia. Polały się krokodyle łzy, rozwiały koszmarne sny…

  6. O – już dwa byczki z trzech poprawione w tekście. Pozostał jeszcze ów nieszczęsny Guy, a ściślej – jego przeinaczone nazwisko.
    PS Po wysłuchaniu nagrania zorientowałem się, że za byczki odpowiada nie P.T. Autor, któremu niniejszym z szacunkiem i pokorą zwracam Honor.

  7. O przyczynie nieustającej obywatelskiej tęsknoty
    Najwspanialszemu Panu Prezydentowi niezliczonych dystynkcji na pobudkę

    Chciałbym się podzielić moją wielką tęsknotą za Panem Prezydentem Jego Elokwencją Doktorem Bronisławem Marią hr. Komorowskim. Jak ja mocno tęsknię za moim ukochanym Panem Prezydentem. I jak ja bardzo i mocno chciałbym Go przytulić i pocieszyć z powodu tego jakże niesprawiedliwego, a przy tym bolesnego manta wyborczego, spuszczonego Mu na Jego przezacne i najszlachetniejszej próby „polityczne cztery litery” przez niewdzięczny elektorat.
    Och, jaka wielka krzywda stała się naszemu Panu Prezydentowi, że rodacy Go nie wybrali i nie docenili! Och, jak wielka… A Pan Prezydent nawet dla nas wąsy sobie zgolił – i kto wie, czy od tego ten cały wyborczy dramat się nie rozpoczął, kto wie… Wszak zarost jest od pewnego czasu modny, a najsłynniejsi przywódcy, np. legendarny Elektryk Przesadzający Płoty, też nosili lub po dziś dzień noszą wąsiska. (A przecież nie wymieniłem tu wszystkich słynnych wąsaczy…)
    No a najbardziej to winne były te sondaże, które Panu Prezydentowi dawały cztery razy więcej poparcia niż następnemu w kolejce do prezydentury niejakiemu Dudzie Andrzejowi, zwanemu wówczas „czeladnikiem”. No i jeszcze ci dziennikarze i doradcy, którzy zamiast zwęszyć zagrożenie – to uspokajali Pana Prezydenta, że jest jedynym poważnym kandydatem i jak nie rozjedzie po pijaku ciężarnej zakonnicy na pasach – to w cuglach wygra. A Pan Prezydent tak im zaufał… Tak bardzo, a w dodatku w ciemno uwierzył… No i niestety, choć żadnej zakonnicy nawet nie musnął… przegrał. Nawet sławetny żyrandol nie oświecił Jego Światłej Mości… No i stało się, och stało, niestety, coś strrrasznego! Czeladnik, o zgrozo niewysłowiona i jakżeż okrutna, przetrzepał samego majstra…
    Nastały mroczne czasy dla obywatelskiej Polski oraz Jej umiłowanego Hrabiego-Prezydenta. Tyle krzeseł, na które już nigdy Jego Hrabiowska Mość ani sobie nie usiądzie, ani nawet nie wskoczy. No i tyle łez pogrążonych w smucie obywateli, tak bardzo tęskniących za swym Panem Prezydentem… Ach! I ja poryczałem się w tej chwili niczym krokodyl, a słona rozpacz stopiła me zaschnięte gile na wilgotne gluty, które przełykam z łzą, goryczą i jękiem.
    A może… A może Pan Prezydent jeszcze wróci? Oby! Ale najpierw musiałby o sobie przypomnieć – na przykład stając, i to nie tylko od święta, na czele manifestantów walczących o demokrację. Mógłby przecież pomaszerować, dzierżąc z dumą nie tylko białą różę, ale także uniesiony z pogromu żyrandol – przesławnego Graala Obywatelskiej Ojczyzny. Zrodzony niczym feniks – z popiołów, „bulu”, a zwłaszcza „nadzieji” – wlałby Pan Prezydent otuchę w serca miłośników demokracji, przywrócił radość, natchnął do skoków i podskoków ku szczytom obywatelskiego entuzjazmu.
    A może by tak Jego Elokwencja udała się z jakimś referatem o zamachu na europejskie fundamenty i pryncypia, w tym wolność słowa i jedynie słuszne prawo trybunalskie, do Brukseli, Berlina czy Paryża…? Na pewno Pan Prezydent przygotowałby bardzo wnikliwy i cenny odczyt, bo choć z wdziękiem sadzi byki, jest przecież doktorem, a nawet profesorem na uczelni. Skoro instytuty Jego Imienia w kraju powstają – niech zatem i zagranica korzysta z Jego hojnie rozlanej pro bono mądrości… O, tak! Ileż z tego mogłoby wyniknąć pożytku! Ileż plonów intelektualnej siejby! A zwłaszcza – ileż dobroczynnych skutków dla zagrożonych imponderabiliów obywatelskiej Ojczyzny! Wszak Pan Profesor z pewnością zostałby uważnie i życzliwie wysłuchany przez przywódców, polityków i dziennikarzy z zaprzyjaźnionych państw, tak bardzo przecież zaniepokojonych o kondycję polskiej demokracji. Nie wątpię, że i Jean-Claude Juncker, i Donald Franciszek Tusk, i Franciscus Cornelis Gerardus Maria Timmermans, i sama czcigodna Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein de domo Woźniakowska raczyliby w łaskawości swej pochylić przezacne głowy nad płodem intelektu Jego Elokwencji Hrabiego-Doktora. .
    Może więc jednak nie wszystko stracone?
    Panie Prezydencie – my, obywatelscy demokraci, liczymy na Pana come back! Prosimy o jak najszybsze wyjście z Ruskiej Budy (czy spod żyrandola, gdziekolwiek on wisi) i powrót do wielkiej polityki. Obywatelska ojczyzna w potrzebie. III RP liczy na Pana i z utęsknieniem na Pana czeka!

  8. Felieton bardzo fajny i dowcipny, a liczne błędy, jak rozumiem, celowe, aby nie było, że to felieton niemiecki. „Niemcy jak wiadomo cenią sobie solidność …” Aby nie było, że się czepiam, weźmy na ten przykład zdanie: „Dzielny krewniak przyszłego męża Róży Thun und Hochenstein wpadł w styczniu 1945 roku w sowieckie łapska, które go powiesiły w lutym 1946.” Tak naprawdę wpadł w maju 1945 roku, 18.01.1946 sąd wojskowy skazał go na karę śmierci i wyrok wykonano 12.02.1946 przez strzał w tył głowy. Poza tym Hohenstein, a nie Hochenstein. Pozdrawiam.

  9. @Słuchaczka już mniej wierna a szkoda,

    co znaczy „mniej wierna”? Napoleon Bonaparte powiedział: „Nie wiem, co to znaczy, gdy mówią o kobiecie, że zachowała w największym stopniu swą cześć – albo oddała się swojemu zalotnikowi, albo nie.”

  10. Jak na Chmielnika nawet nieźle, ostatnio w tekście o mieszkańcach gminy Brody coś o szambach wypisywał.

  11. Czytałem „Felieton polityczny: Landsberg an der Warthe”. Magnifique! Szczególnie pierwsze zdanie tego felietonu tak mi się spodobało, że pozwalam sobie je czasem zapożyczać.

  12. Przeczytałem wszystkie felietony polityczne, zaczynając od „Landsberg an der Warthe”, i muszę powiedzieć, że warto było.

  13. ODEZWA DO POLSKICH PATRIOTÓW
    Rodacy, żyjemy w czasach ostatecznej próby. Wolna Ojczyzna na chrześcijańskim fundamencie lub brzydka panna bez posagu wszystkim wokół „robiąca laskę”. Wybór należy do Was. Ja uważam, że musicie wszystko poświęcić, by przekonać niezdecydowanych i wywalczyć Polskę naszych marzeń. Polskę zjednoczoną w patriotyzmie, narodowej dumie; Polskę walczącą o swe godne miejsce w świecie i solidarną w miłości do swej Matki-Ojczyzny; Polskę z głową podniesioną, a nie stłamszoną, splugawioną i obśmianą przez prostytutkę, celebrytę czy tetryka.
    Wola patrioty oraz wiara syna i córki tej Ziemi – to skrzydła Dobrej Zmiany. A tak uskrzydlona Dobra Zmiana powinna objąć wszystkie sfery życia publicznego, a w szczególności edukację, media i politykę. Każdy, kto przyzwoity, powinien się przyłączyć do Prawej i Sprawiedliwej Biało-Czerwonej Drużyny. Do Drużyny Dobrej Polskiej Zmiany. A następnie – zamiast spoczywać na laurach i chełpić się swym patriotyzmem – przystąpić do ochoczego tępienia złogów komunizmu i postbolszewii. Bo Ojczyzna – to patriotyczne zadanie domowe do wykonania, to wielki zbiorowy obowiązek.
    Trzeba więc zwalczać plagę, która za polszewizmu zniszczyła raj polskich wartości narodowych, rozpleniając się bujnie i zuchwale wśród kupy kamieni pozostawionej przez zdrajców Polski. Owszem – dla dobra Narodu i Ojczyzny czas pozbyć się turkuciów podjadków polskości i uwolnić od plagi postkomuny! Oczywiście – pamiętając o przestrzeganiu prawa. Ale nie takiego z przepaską na oczach wobec postkomunistycznej nomenklatury i burżuazji, a za to ze szkiełkiem w oku wobec zwykłych Polaków. I nie takiego, które odwołuje się do systemu kastowego. Polska zasługuje na PRAWO, które wyrasta z żyznej gleby demokracji, suwerennej woli narodu i poczucia sprawiedliwości ludowej. Właśnie: SPRAWIEDLIWOŚCI. Sprawiedliwości i zadośćuczynienia. Dość nękania polskich patriotów na państwowych uczelniach! Stop ośmieszaniu Polski w mediach! Fora z dwora, a zwłaszcza z polskiego parlamentu i wysokich urzędów państwowych, tym politykom, którzy polskość uznają za nienormalność, a Polskę mianują dzikim krajem!
    Nie możemy już nigdy więcej pozwolić na bezkarne i bezczelne opluwanie Polski, Polaków i polskości! O tak! Musimy kultywować nasze narodowe tradycje, a zwalczać defetyzm typu „Żydzi zasługują na reparacje, Włosi, Francuzi i Anglicy też, lecz Polacy nie”. Czy my, Polacy, mamy się wstydzić tego, że wśród nas było najwięcej obrońców Żydów, a nasza ziemia ojczysta zwana była „Paradisium Iudaeorum” (Żydowski Raj)? Czy mamy się godzić na bycie Europejczykami podrzędnej kategorii? Czy mamy pokornie pozwalać na to, by potomkowie ludobójców i twórców Holokaustu pluli nam w twarz i z Polaków czynili najgorszych antysemitów i totalitarnych gałganów w dziejach ludzkości ? Czy mamy się godzić na rezygnację ze słusznych odszkodowań za zniszczenia i mordy najokrutniejszej z wojen, której byliśmy największą ofiarą? Za wymordowane bestialsko kobiety, dzieci i za osierocone rodziny? Za wybitą niemal do szczętu, niczym pluskwy, inteligencję polską? Za zrównane z ziemią nasze miasta i wioski, zrabowane skarby kultury narodowej, utracone ziemie i majątki? I to tylko dlatego, że rezygnację tę podpisali stalinowscy siepacze, którzy polskim oficerom strzelali podstępnie w skroń? I że ideowi potomkowie ludobójców głośno wrzeszczą, że domaganie się sprawiedliwości za doznane krzywdy jest śmiertelnym grzechem przeciw europejskiej poprawności politycznej? A my na to poniżanie Narodu Polskiego odpowiedzmy: Nie, nie, nie! Po trzykroć, milionkroć i więcej razy NIE!!! Nie, bo wbrew zaprzańskim pseudointelektualistom i antypolskim sofistom – Polacy się na odebranie należnych im praw nie zgodzili, nie zgadzają i nigdy nie zgodzą. Nie, bo wbrew sprzedawczykom za posthitlerowskie srebrniki – Polacy nie myślą tylko o sobie, lecz o dumnej i szanowanej Rzeczypospolitej. Nie, bo wbrew wichrzycielom godzącym w fundamenty solidarnej i patriotycznej Polski – Polacy to jedna wielka rodzina zjednoczona w wierze, w miłości do Ojczyzny i w nadziei, że chcieć, to móc, że damy radę. O tak, po milionkroć i więcej razy TAK!!! Tak, bo ta wiara, ta miłość i ta nadzieja – są gwarantem naszej niepodległości i narodowej siły, są probierzem nie pustej idei, lecz niezwyciężonej woli Narodu Polskiego.
    Powstańmy zatem z kolan i na stulecie odzyskania niepodległości wywyższmy nasz Naród – bo jak mało który sobie na to zasłużył. I pamiętajmy, że nikt nie zabije polskości w prawdziwych Polakach. Niech żyje wolna Polska i przyszłość wielkiej Rzeczypospolitej!
    PS Mój tekst nie ma na celu nawoływania do nienawiści na tle rasowym ani podżegania do agresji wobec jakiejkolwiek osoby. Dotyczy postaw – propagując te dobrze służące Ojczyźnie, a poddając surowej krytyce zachowania haniebne – owe turkucie podjadki polskości i plagi niszczące nasz piękny kraj.

  14. @Kalasanty Nepomucen Tabaka – „Czy mamy się godzić na rezygnację ze słusznych odszkodowań za zniszczenia i mordy najokrutniejszej z wojen, której byliśmy największą ofiarą?”

    W 2004 roku rząd SLD z premierem Markiem Belką (SLD) i ministrem spraw zagranicznych Włodzimierzem Cimoszewiczem (SLD) formalnie potwierdził zrzeczenie się przez Polskę reparacji od Niemiec:
    http://niewygodne.info.pl/artykul8/04199-Rzad-Belki-potwierdzil-zrzeczenie-sie-reparacji.htm

  15. Do Nicelusa: Deklaracja komunistów, pomijająca wolę Suwerena, a zwłaszcza poszkodowanych Polaków, nic mnie nie obchodzi. I nie ma tu znaczenia, czy chodzi o marionetki z głębokiego PRL-u, przywożone w trumnach z ZSRR, czy politruków systemu postkomunistycznego… ustroju, w którym komuniści, zamiast walczyć o byt ze szczurami i więziennymi klawiszami, grali pierwsze skrzypce. Sprawa darowanych prawem komunistycznego czy postkomunistycznego kaduka reparacji – to zatem rzecz między oficerem prowadzącym a jego agentem. A nie między poszkodowanymi Polakami a spadkobiercami państwa, które gwałcąc wszelkie standardy prawne i normy humanitarne – bezczelnie, bezwzględnie i okrutnie mordowało i zniewalało nasz Naród.

  16. W polskim internecie kursują nieścisłości. A więc dla porządku, to wyrok na komendancie Abwehrgruppe 218 „Edelweiß“ Erweinie von Thun und Hohenstein wykonano strzałem w tył głowy (strzałem w potylicę), a nie przez powieszenie. Trzech wymienianych członków rodziny, to:

    1. Erwein von Thun und Hohenstein
    https://de.wikipedia.org/wiki/Erwein_von_Thun_und_Hohenstein

    2. Roderich Graf von Thun und Hohenstein
    https://de.wikipedia.org/wiki/Roderich_Graf_von_Thun_und_Hohenstein

    3. Ferdinand Judas Thaddäus Graf von Thun und Hohenstein
    https://de.wikipedia.org/wiki/Ferdinand_Thun_(Diplomat)

Dodaj komentarz