Premiera reportażu: „Wschodnio-zachodni przekładaniec”

11:35

8 sierpnia 2011

Małgorzata Nabel-Dybaś

dziennikarz działu artystycznego (tel. 68 455 55 45). Z radiem związana jestem od 97r. Chodzę swoimi drogami i czasem omijam przeszkody. Trudno się ze mną zaprzyjaźnić chociaż nigdy nie mam dystansu do moich bohaterów. Lubię słuchać muzyki w nissanie i zazwyczaj wtedy przyśpieszam. Ale nie boję się Policji, bo to porządne chłopaki. Zjem i ostrygę i ośmiornicę, ale najbardziej lubię rozpuszczony ser (ale nie rozbestwiony, bo mógłby uciec z talerza). Nie cierpię, kiedy ktoś w sąsiednim pokoju wali w klawisze pianina jak opętany. Moja praca kojarzy mi się z podróżą, która bywa niebezpieczna, ale w gruncie rzeczy dobrze się kończy. Zawsze też chciałam samodzielnie latać, jednak na razie jest to nieosiągalne marzenie. Dlatego często patrzę w niebo. I tyle o mnie.

(Visited 249 times, 1 visits today)

Od wielu lat w Polsce odbywają się tak zwane wymiany młodzieży polegające na tym, że młodzi ludzie z różnych części Europy (najczęściej z Niemiec) przyjeżdżają do naszego kraju i spędzają razem z Polakami kilka tygodni.

Od 1995 r. Regionalne Towarzystwo Polsko-Niemieckie organizuje takie wymiany z Niemcami, a 5 lat temu, gdy poszerzono  statut o kraje Europy Środkowej i Wschodniej, w wymianach zaczęli uczestniczyć także Ukraińcy.

Zdzisław Szymański, prezes regionalnego towarzystwa, opowiadając o idei wymian mówi przede wszystkim o  utrwalaniu partnerstwa między narodami. Myślę sobie, że idea to szczytna, ale rzeczywistość to codzienność, a codzienność rządzi się własnymi prawami. Pan prezes denerwuje się na mnie. – Pani mówi, że ja górnolotnie, ale ja się urodziłem w czasach, kiedy niechęć do Niemców była na porządku dziennym. Mnie chodzi o to, żeby oni się ze sobą zaprzyjaźnili. Jak się spotka Saszka z Hansem i Wojtkiem, to się okazuje, że to są normalni, zwyczajni młodzi ludzie i niewiele się różnią od siebie – mówi z zapałem . – My mamy im wpajać poczucie integracji, chcemy, żeby się poznali i powiedzieli: „To są tacy sami ludzie jak my”.

Zdzislaw Szymański

Wymiana młodzieży odbywa się pomiędzy Regionalnym Towarzystwem Polsko-Niemieckim a jego wschodnio-zachodnimi partnerami – Żytomierskim Obwodowym Związkiem Polaków na Ukrainie oraz Niemiecko–Polskim Stowarzyszeniem w Cottbus, z którymi towarzystwo podpisało porozumienie o stałej współpracy.

Nie jest więc  zbiegiem okoliczności fakt, że większość ukraińskich i niemieckich uczestników ma polskie pochodzenie, a Polacy z kolei nierzadko odnajdują ukraińskie korzenie. Mama Andrei jest Polką, Daniela dziadkowie mają pochodzenie ukraińskie, a Ukrainka Katia dowiedziała się przed przyjazdem do Zielonej Góry, że brat babci był Polakiem.

Katia

Idea integracji, schodząc do poziomu bardziej prozaicznego, to zakupy, dyskoteki, język, praca i poznawanie nowych ludzi i miejsc.

Martin i Andrea, bohaterowie reportażu, mówią, że dla nich Polska to zakupy, język i perspektywa pracy. Daniel, najstarszy uczestnik, przyjechał po raz czwarty już jako asystent wychowawcy i to dzięki prezesowi, który umożliwił Danielowi pobyt w takiej formie. Daniel pochodzi z rodziny leśników, sam jest akordeonistą i na swoim koncie ma udział w Must Be The Music. Jest optymistą twardo stojącym na ziemi. Katia, eteryczna blondynka, studiuje językoznawstwo, a obóz jest dla niej nagrodą za przygotowanie wystąpienia na temat Katynia.

Daniel z flagą Unii
Namówiłam Daniela na zdjęcie z flagą Unii na tle drzwi z napisem : „Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Po chwili namysłu zgodził się, ale stwierdził, że pomysł jest niepoprawny.

 

Pani Dorota Hanuszewska i Daniel Boczniewicz

Uczestnikami są uczniowie w wieku od 15 do 18 lat, którzy pochodzą z małych miast i pobyt na obozie w założeniu jest dla nich szansą . Sami mówią, że szansa to może zbyt duże słowo, ale mogą szlifować język i poznać fajnych ludzi.

Codzienność obozu to także regulamin, który dla Polaków jest normą, dla Ukraińców powinnością, a dla Niemców karą i zamachem na wolność. Dlaczego na terenie internatu nie wolno pić piwa i palić papierosów? Dlaczego nie wolno wychodzić w nocy na miasto? Dlaczego na kąpielisku do wody wchodzimy grupami?  Nie rozumieją.

Andrea (z kostką Rubika) i Martin (po prawej)

Daniel sam przeszedł na kursie dla wychowawców kolonijnych instruktaż zachowania w sytuacjach kryzysowych, ale – jak mówi –  na takim obozie rzadko zdarzają się wyskoki.

Z każdego kraju przyjechało po 20 osób Dla niektórych jest to kolejne spotkanie.W tym roku motywem wiodącym spotkania było hasło: „Wolontariat szansą na sukces”.

POSŁUCHAJ REPORTAŻU :[audio:http://archiwum.zachod.pl/wp-content/uploads/2011/08/11-wschodnio-zachodni-przekladaniec.mp3|titles=Wschodnio-zachodni przekładaniec].

(Visited 249 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz