Krystyna Janda kończy 60 lat

09:26

18 grudnia 2012

Krystyna Janda – aktorka filmowa i teatralna, laureatka Złotej Palmy, Agnieszka w filmie „Człowiek z marmuru” i Danuta Wałęsa w spektaklu „Danuta W.” – we wtorek kończy 60 lat. Aktorka będzie świętować urodziny sztuką „Zmierzch długiego dnia” w teatrze Polonia.

Premiera jubileuszowego spektaklu na podstawie dramatu Eugene’a O’Neilla odbędzie się w czwartek.

„Nie jestem uzależniona od teatru, mogę bez niego żyć” – wyznała jubilatka na próbie medialnej spektaklu. „Teraz jednak nie bardzo mogę wyjechać, bo mam zobowiązania wobec fundacji, pracowników i widzów” – podkreśliła. Janda jest obecnie prezesem Fundacji Na Rzecz Kultury, która zajmuje się prowadzeniem teatrów Polonia i Och-Teatr.

„Chętnie bym wyjechała na plan zdjęciowy jak kiedyś, gdy byłam tylko aktorką. Przeczytałam ostatnio wspaniały scenariusz, który mi zaproponowano, o relacji narkomana z matką. Chciałam rzewnie płakać, że nie mogę zagrać” – mówiła jubilatka. Film miał być realizowany w Niemczech.

Piotr Machalica, z którym aktorka gra w jubileuszowym spektaklu, życzył jubilatce przede wszystkim zdrowia. „Krystyna, biorąc pod uwagę, jak wiele daje z siebie jako aktorka, reżyserka i prezes fundacji, niczego tym jubileuszem nie kończy, mam wrażenie, że wręcz przeciwnie” – mówił aktor.

Machalica wielokrotnie występował na scenie razem z Jandą. Grali wspólnie m.in. w spektaklach należących do klasyki amerykańskiej literatury scenicznej, „Dwoje na huśtawce” Williama Gibsona i „Kotka na gorącym blaszanym dachu” Tennessee Williamsa. Teraz wcielą się w główne role sztuki „Zmierzch długiego dnia” Eugene’a O’Neilla w teatrze Polonia.

Krystyna Janda wcieliła się w ponad 50 ról filmowych oraz teatralnych. Urodziła się 18 grudnia 1952 r. w Starachowicach. W 1975 r. ukończyła aktorstwo w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie.

Debiutowała jeszcze w czasie studiów rolą Maszy Kułyginy w dramacie „Trzy siostry” Antona Czechowa w reż. Aleksandra Bardiniego w Teatrze Telewizji. W 1976 r. wcieliła się też w rolę Doriana Graya w „Portrecie Doriana Graya Oscara Wilde’a” w reż. Andrzeja Łapickiego w Teatrze Małym w Warszawie. W latach 1976–1987 była aktorką teatru Ateneum w Warszawie. Od 1987 r. do 2004 r. występowała na scenie warszawskiego Teatru Powszechnego.

Jej debiutem filmowym była rola Agnieszki w „Człowieku z marmuru” w reż. Andrzeja Wajdy w 1976 r. Potem zagrała w innych jego filmach „Bez znieczulenia”, „Człowiek z żelaza”, „Dyrygent” i „Tatarak”.

Wystąpiła też m.in. w filmach: „Przedwiośnie” w reż. Filipa Bajona, „To tylko rock” w reż. Pawła Karpińskiego, „Krótki film o zabijaniu” w reż. Krzysztofa Kieślowskiego, „W zawieszeniu” i „Zwolnieni z życia” w reż. Waldemara Krzystka, „Kochankowie mojej mamy” w reż. Radosława Piwowarskiego, „Granica” w reż. Jana Rybkowskiego oraz „Stan posiadania” i „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” w reż. Krzysztofa Zanussiego.

Wielkim sukcesem okazała się rola Antoniny Dziwisz w „Przesłuchaniu” w reż. Ryszarda Bugajskiego, za którą artystka otrzymała w 1990 r. Złotą Palmę na Festiwalu Filmowym w Cannes za najlepszą rolę kobiecą.

Janda debiutowała jako reżyser teatralna w 1993 r. musicalem „Na szkle malowane” Ernesta Brylla. W 1995 r. stanęła po raz pierwszy po drugiej stronie kamery reżyserując „Pestkę” według powieści Anki Kowalskiej. W filmie tym zagrała również główną rolę.

Do jej ważniejszych osiągnięć scenicznych należą role w przedstawieniach: „Śluby panieńskie” Aleksandra Fredry w reż. Jana Świderskiego, „Mewa” Antoniego Czechowa w reż. Janusza Warmińskiego, „Edukacja Rity” Willy’ego Russella i „Kotka na rozpalonym blaszanym dachu” Tennessee Williamsa w reż. Andrzeja Rozhina, „Panna Julia” Augusta Strindberga i „Dwoje na huśtawce” Williama Gibsona w reż. Andrzeja Wajdy, „Medea” Euripidesa w reż. Zygmunta Huebnera, „Shirley Valentine” Willy’ego Russella w reż. Macieja Wojtyszki, „Macbeth” Williama Szekspira w reż. Mariusza Trelińskiego oraz „Maria Callas. Lekcja śpiewu McNally’ego” w reż. Andrzeja Domalika.

Dla Teatru Telewizji zrealizowała m.in. „Cyda” Corneille’a, „Fizjologię małżeństwa” Honore de Balzaca i „Klub kawalerów” Michała Bałuckiego, stworzyła kreacje w ponad 40 spektaklach Teatru Telewizji.

Janda jest również piosenkarką. Jej związki z piosenką datują się od 1977 r., kiedy na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu zaśpiewała „Gumę do żucia”. Od tamtej pory wielokrotnie występowała na estradzie, m.in. w Kabarecie „Pod Egidą” i na Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.

W 2000 r. odbyła jedną z największych tras teatralnych w historii polskiego teatru pt. „Sto twarzy Krystyny Jandy”. W ciągu dwóch miesięcy zagrała 48 spektakli w ośmiu największych miastach Polski.

Wraz z mężem, operatorem filmowym Edwardem Kłosińskim i córką, aktorką Marią Seweryn założyła w 2004 r. Fundację Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury. Rok później otworzyła w Warszawie teatr Polonia, w 2010 r. – Och-Teatr.

W 2008 r. zmarł mąż aktorki. W tym czasie Janda pracowała na planie filmu „Tatarak” w reż. Andrzeja Wajdy na podstawie opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza. Pod wpływem tego wydarzenia Wajda zmienił formułę filmu. Fabułę odnoszącą się do opowiadania przerywają monologi Jandy, która w ciemnym pokoju opowiada o śmierci męża.

W tym roku aktorka wcieliła się w postać Danuty Wałęsy w monodramie „Danuta W.” w reż. Janusza Zaorskiego. Spektakl miał premierę 10 października w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Sztuka powstała na podstawie autobiograficznej książki żony b. przywódcy Solidarności i b. prezydenta Polski. (PAP)

Program pomocowy dla zwalnianych z Fiata

18:27

17 grudnia 2012

Samorząd Tychów opracował program, mający wspomóc znalezienie nowego zatrudnienia przez zwalnianych pracowników fabryki Fiata i firm kooperujących. We wtorek samorządowcy mają oficjalnie przedstawić program ministrowi pracy z wnioskiem o jego finansowanie.

Do czasu rozmów w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej przedstawiciele tyskiego magistratu nie chcą mówić o kosztach pilotażowego programu. Według nieoficjalnych informacji PAP ze źródeł w samorządzie, chodzi o blisko 20 mln zł, które miałyby być przeznaczone m.in. na czasowe pokrywanie kosztów zatrudnienia u nowego pracodawcy, a także na szkolenia i przekwalifikowania oraz program wsparcia na uruchomienie własnego biznesu.

Niedawno spółka Fiat Auto Poland poinformowała o zamiarze zwolnienia w pierwszym kwartale przyszłego roku 1,5 tys. osób, czyli trzeciej części załogi fabryki samochodów w Tychach. Zwolnienia zapowiedziała też część firm kooperujących z Fiatem. Ok. 450-500 zwalnianych z Fiata mają stanowić mieszkańcy Tychów i sąsiedniego powiatu bieruńsko-lędzińskiego.

Jak powiedział w poniedziałek PAP prezydent Tychów Andrzej Dziuba, pilotażowy program mógłby objąć około 800 osób. Samorządowcy chcieliby, aby wprowadzić go w życie jak najszybciej, a nie – jak przewidują przepisy – dopiero po trzech miesiącach od wypowiedzenia umów o pracę, kiedy zwolnione osoby formalnie mogą zarejestrować się jako bezrobotne.

Najistotniejszy segment programu jest skierowany do pracodawców i przewiduje pokrycie z publicznych środków kosztów zatrudnienia pracownika przez określony czas, zarówno w zakresie jego wynagrodzenia, jak i ubezpieczenia. Samorządowcy liczą, że zachęci to pracodawców do przyjęcia do pracy osób zwolnionych z Fiata i innych firm. Dodatkową zachętą ma być refundacja kosztów wyposażenia stanowiska pracy dla takiej osoby oraz wynagrodzenie dla opiekuna, który zajmie się wprowadzeniem nowego pracownika. Warunkiem będzie utrzymanie tego stanowiska pracy przez określony czas.

Inne narzędzia pomocowe mają być adresowane bezpośrednio do zwalnianych pracowników. Każdy z nich miałby skorzystać z pomocy doradcy zawodowego oraz uzyskać możliwość bezpłatnych szkoleń i przekwalifikowania pod kątem wymagań potencjalnego nowego pracodawcy.

Przewidywane jest też wsparcie finansowe na uruchomienie własnego biznesu. Tyskie instytucje realizowały już podobne programy z unijnych środków, gdzie można było uzyskać np. 40-tysięczną dotację dla nowej firmy. O jedną taką dotację starało się zwykle po kilkunastu chętnych.

„Trzeba jednak pamiętać, że wśród uczestników tych programów dominowały osoby z wyższym wykształceniem, często stosunkowo młode, z pomysłem na życie. Teraz raczej będziemy mieli do czynienia z pracownikami w zaawansowanym wieku, z innych poziomem wykształcenia” – powiedział prezydent, tłumacząc, dlaczego wspieranie własnego biznesu nie powinno być głównym elementem programu.

Tyscy samorządowcy chcieliby też, w ramach programu, utworzyć Lokalne Centrum Informacji i Analiz Rynku Pracy, gdzie we współpracy samorządu z urzędem pracy, tyską podstrefą Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej oraz organizacjami przedsiębiorców analizowane byłyby informacje i przygotowywane rozwiązania najbardziej optymalne dla pracowników i rynku pracy.

Prezydent Dziuba zaznaczył, że głównym celem tyskiego programu ma być znalezienie nowych, trwałych miejsc pracy dla osób zwalnianych z Fiata i innych firm.

Swoją decyzję o redukcji zatrudnienia Fiat Auto Poland tłumaczy spadkiem sprzedaży samochodów na europejskich rynkach, dekoniunkturą i koniecznością reorganizacji. Rozpoczęły się negocjacje warunków zwolnień grupowych ze związkami zawodowymi. Dotychczas nie osiągnięto porozumienia. Związkowcy uważają skalę zwolnień za nieuzasadnioną. Chcą odpraw i programu dobrowolnych odejść. Kolejne rozmowy zaplanowano na wtorek.

Zwolnienia w fabryce Fiata były jednym z tematów sesji tyskiej rady miasta. Radni zaapelowali do władz koncernu Fiat w Turynie, wskazując Tychy jako dobre miejsce na ulokowanie produkcji nowego modelu samochodu. Pod apelem podpisały się także władze miasta. Prezydent Dziuba uznał apel za uzasadniony, podkreślił jednak, że zadaniem samorządu jest przede wszystkim szukanie najlepszych rozwiązań dla pracowników.

Tyscy radni wyrazili zaniepokojenie zwolnieniami w fabryce Fiata i zaapelowali, aby „przy podejmowaniu strategicznych decyzji gospodarczych oraz opracowaniu długofalowych programów rozwoju firmy” brano pod uwagę „szczególną pozycję, jaką wśród zakładów Fiata odgrywa fabryka w Tychach”. Wskazano m.in. na nowoczesne wyposażenie, wykwalifikowaną załogę, wysokie standardy organizacji pracy oraz jakości, potwierdzone prestiżowymi certyfikatami. Przypomniano też rynkowy sukces fiata pandy, którego produkcja zostaje w Tychach zakończona z końcem tego roku.(PAP)

Będzie przedłużenie śledztwa dotyczące działań CBA

16:27

17 grudnia 2012

Warszawska prokuratura chce kolejnego przedłużenia śledztwa, w którym badane są m.in. domniemane nieprawidłowości w działaniach Centralnego Biura Antykorupcyjnego wobec Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich, Weroniki Marczuk oraz Beaty Sawickiej.

W poniedziałek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur powiedziała PAP, że skierowano już wniosek o przedłużenie do 26 marca 2013 r. śledztwa, którego termin był ostatnio przedłużony do 26 grudnia. „Konieczność dalszego przedłużenia wynika z ogromu materiału, który musi być poddany analizie” – dodała.

Według prok. Mazur prokuratura wykonała już wszystkie zaplanowane czynności. Analiza ma dotyczyć zarówno oceny, czy jeszcze coś wykonać, jak i tego czy z obszernych materiałów sprawy może wynikać konieczność postawienia komuś zarzutów, czy też umorzenia postępowania. Prokurator nie ujawniła bliższych szczegółów, powołując się na tajność materiałów śledztwa.

Pierwotnie śledztwo to wszczęto w sprawie domniemanego ujawnienia tajemnicy państwowej i służbowej, jej bezprawnego wykorzystania oraz rozpowszechniania wiadomości ze śledztw w książce-wywiadzie z b. agentem CBA Tomaszem Kaczmarkiem, (dziś posłem PiS). Do tego śledztwa stopniowo włączane były inne wątki działań CBA. Chodzi o możliwe przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy CBA podczas prowadzenia sprawy Marczuk, Sawickiej i operacji w tzw. sprawie „willi Kwaśniewskich”.

Pod koniec 2010 r. ukazała się książka-wywiad z agentem Tomkiem, który rozpracowywał m.in. Marczuk i Sawicką podejrzewane przez CBA o korupcję. O możliwości ujawnienia w książce tajemnicy państwowej i rozpowszechniania bez zgody wiadomości ze śledztwa zawiadomił wtedy adwokat obu kobiet. Śledztwo wszczęto w styczniu 2011 r. Sam Kaczmarek zapewniał, że nie ujawnił żadnych tajemnic. Mówił, że bronił się przed pomówieniami obu kobiet, czego nie mógł robić jako funkcjonariusz.

CBA podejrzewało Marczuk o powoływanie się na wpływy oraz żądanie i wzięcie łapówki za pośredniczenie w prywatyzacji Wydawnictw Naukowo-Technicznych. Śledztwo wobec niej warszawska prokuratura umorzyła w 2011 r., gdyż nie stwierdziła przestępstwa. Marczuk nie powoływała się bowiem na wpływy, a pobrane przez nią pieniądze były należną jej prowizją. Prokuratura miała wtedy „istotne wątpliwości” co do legalności działań CBA wobec Marczuk. B. szef CBA Mariusz Kamiński uznał umorzenie za wyraz złej woli prokuratury.

W 2010 r. szef CBA Paweł Wojtunik złożył doniesienie o podejrzeniu nadużycia władzy i nielegalności działań operacyjnych CBA w związku z zakupem willi w Kazimierzu w 2009 r. Jak pisała w 2009 r. „Gazeta Wyborcza”, CBA – chcąc udowodnić, że małżeństwo Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich miało nielegalne dochody – kupiło dom w Kazimierzu nad Wisłą. Celem CBA było udowodnienie, że Kwaśniewscy kupili dom na podstawioną osobę.

Według „GW”, akcję prowadził agent Tomek, który za nieruchomość wartą 1,6 mln zł miał oferować dwa razy więcej, licząc, że pieniądze trafią do Kwaśniewskich. Ale w lipcu 2009 r., w kulminacyjnym momencie, akcja została przerwana, bo pośredniczący w transakcji Jan J. wyjął część należności (1,5 mln zł) z torby, w której był nadajnik mający namierzyć, gdzie pieniądze zostaną zawiezione – pisała „GW”. Po publikacji Kamiński mówił, że część tych informacji jest „absolutnie nieprawdziwa”, ale nie sprecyzował które.

W 2010 r. katowicka prokuratura apelacyjna umorzyła prowadzone od 2007 r. postępowanie w sprawie legalności majątku Kwaśniewskich. Prokuratura przyjrzała się domom w Kazimierzu i Wilanowie oraz działce na północy Polski. Jak ustalili prokuratorzy, dom w Wilanowie i działka zostały kupione legalnie i były wykazywane w oświadczeniach majątkowych. Dom w Kazimierzu nigdy nie był własnością byłego prezydenta i jego małżonki.

W maju br. stołeczny sąd skazał Sawicką za korupcję na 3 lata więzienia i 40 tys. zł grzywny. Sąd podkreślił, że funkcjonariusz CBA nie wpływał na Sawicką, aby przyjęła pieniądze, bo to ona sama wskazała sposób i kwotę. Sąd nie potwierdził też jej zarzutu o przekroczeniu „bariery cielesności” przez agenta Tomka. I prokuratura, i obrona Sawickiej zapowiadają apelację. (PAP)

Sikorski: Trzymam ministra Ławrowa za słowo

16:26

17 grudnia 2012

Szef MSZ Radosław Sikorski powiedział w poniedziałek w Moskwie, że trzyma za słowo szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, który zadeklarował, że Rosja podejmie wszystkie kroki, by jak najszybciej przekazać do Polski wrak samolotu Tu-154M.

W poniedziałek w Moskwie ministrowie spraw zagranicznych Polski i Rosji: Radosław Sikorski i Siergiej Ławrow – przewodniczyli posiedzeniu Komitetu Strategii Współpracy Polsko-Rosyjskiej. Wcześniej odbyli rozmowę w cztery oczy.

Sikorski, relacjonując na wspólnej konferencji prasowej rozmowę z Ławrowem, przywołał deklarację szefa MSZ Rosji, iż „strona rosyjska podejmie wszystkie kroki, aby przekazanie wraku mogło się odbyć jak najszybciej”.

„Dziękuję za te słowa, trzymam za słowo i proszę stronę rosyjską o zrozumienie, dlaczego ta sprawa jest dla nas tak ważna, o wyobrażenie sobie, gdyby to rosyjski samolot z prezydentem, pierwszą damą i przywództwem sił zbrojnych (…) rozbił się za granicą, na przykład w Stanach Zjednoczonych” – oświadczył Sikorski. Zapowiedział, że w styczniu do Rosji pojedzie kolejna grupa logistyczna, która uzgodni szczegóły techniczne ws. powrotu do Polski wraku Tu-154M. „Mamy nadzieję, że wrak, nasza własność, będzie mógł wrócić do Polski” – powiedział.

Sikorski oświadczył, że dopóki wrak Tu-154M nie wróci do Polski, to „jak powiedział premier (Donald) Tusk, jak powiedział prezydent (Bronisław) Komorowski, niestety będzie obciążeniem dla naszych stosunków”.

Siergiej Ławrow powiedział w poniedziałek, że strona rosyjska chce jak najszybciej zakończyć śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej i oddać Polakom wrak. Podczas poniedziałkowej konferencji z Sikorskim w Moskwie Ławrow zaznaczył, że „śledztwo nie powinno być kończone w sposób sztuczny, ale wtedy, gdy wszystkie dowody zostaną przeprowadzone. Nie możemy zmienić naszych przepisów, ale chcemy zrobić wszystko możliwie jak najszybciej”.

Dodał, że Rosja chce zakończyć sprawę jak najszybciej. „Nie dlatego, że z takim wnioskiem zwróciła się do niej Unia Europejska czy Stany Zjednoczone, ale dlatego, że rozumiemy głębokość tej tragedii dla polskiego narodu i zdajemy sobie sprawę z naszej kolosalnej odpowiedzialności” – powiedział.

Pytany przez dziennikarzy o zwrot wraku oświadczył, że Rosjanie „będą starali się zakończyć prace jak najszybciej, by móc oddać Polsce jej własność”.

O sprawach przekazania Polsce wraku samolotu i budowie pod Smoleńskiem pomnika ofiar katastrofy lotniczej z 10 kwietnia 2010 r. dyskutowano 3 grudnia 2012 r. w Moskwie na kolejnym posiedzeniu Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych. Komunikat o wynikach tego posiedzenia opublikowało w poniedziałek polskie MSZ.

Na konferencji prasowej w Moskwie Siergiej Ławrow poinformował też, że kolejna porcja materiałów z rosyjskiego śledztwa ws. Katynia jest przygotowywana do przekazania stronie polskiej. Wyraził gotowość do tego, by komisja historyków zajęła się sprawą tzw. obławy augustowskiej.

Co się tyczy Katynia, to Rosja, wg Ławrowa, ma przekazać dodatkowe materiały katyńskie – kilka tomów ze śledztwa.

Odnosząc się do kwestii tzw. obławy augustowskiej (operacji przeprowadzonej w lipcu 1945 roku przez oddziały Armii Czerwonej, która miała na celu rozbicie i likwidację oddziałów podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego w rejonie Suwałk i Augustowa – PAP), Ławrow powiedział, że Rosja przez komisję historyków jest gotowa zbadać wszystkie aspekty powstałej wówczas sytuacji. Ocenił, że nie były to „sprawy bardzo jednoznaczne”. „To wszystko było bardzo złożone” – zaznaczył Ławrow.

Szef polskiego MSZ zaznaczył, że odnotowano z zadowoleniem dobre wyniki w rozwoju wzajemnych kontaktów gospodarczych i handlowych. „Nasze statystyki się trochę różnią, co nie dziwi, ale dynamika jest jasna – olbrzymi wzrost obrotów, a mnie cieszy – mam nadzieję, że to państwo zrozumiecie – że polski eksport rośnie szybciej niż polski import” – powiedział Sikorski. „Według naszych statystyk w tym roku o 16 proc. wzrósł polski eksport do Rosji, nasz import z Rosji wzrósł o 10 proc.” – dodał.

Powiedział, że na wtorek w Moskwie zaplanowano Forum Dialogu Obywatelskiego, służące dyskusji wybitnych przedstawicieli życia kulturalnego i społecznego.

Przy okazji posiedzenia Komitetu Strategii Sikorski i Ławrow wręczyli wspólny dyplom osobom szczególnie zasłużonym dla rozwoju kontaktów polsko-rosyjskich. Wyróżnienie to przyznawane jest od 2000 roku. W tym roku dyplom odebrali senatorowie Łarisa Ponomiariowa i Janusz Sepioł. Stoją oni od lat na czele bilateralnych grup współpracy w Radzie Federacji i Senacie RP. Wnieśli znaczący wkład w rozwój kontaktów pomiędzy regionami Polski i Rosji.(PAP)

Osobnik w Ridgefield może być uzbrojony

16:25

17 grudnia 2012

Wszystkie szkoły w mieście Ridgefield w amerykańskim stanie Connecticut zostały w poniedziałek odizolowane od świata zewnętrznego z powodu podejrzanej osoby, która może być uzbrojona – poinformowała miejscowa policja. Ridgfield leży w odległości około 30 kilometrów od miasta Newtown, gdzie w piątek zabójca zastrzelił w szkole podstawowej 20 dzieci i sześć osób dorosłych. „Szukamy podejrzanej osoby w szkole podstawowej” – powiedział dyżurny policjant w komendzie w Ridgefield. Policja stanu Connecticut oświadczyła, iż wie o tej sprawie, którą zajęli się lokalni funkcjonariusze. „Wiemy o tym, jaka sytuacja powstała w mieście Ridgefield. Jest doniesienie o podejrzanej osobie, podejrzanej osobie, która może być albo też może nie być uzbrojona” – powiedział na konferencji prasowej porucznik Paul Vance z policji stanowej. (PAP)

Palenie papierosów ma być mniej przyjemne

16:24

17 grudnia 2012

Odrażające zdjęcia, które pokrywają do 75 proc. powierzchni paczki papierosów, a także zakaz produkcji papierosów smakowych i sprzedaży tzw. slimów – to część pomysłów, które – zgodnie z przeciekami prasowymi – Komisja Europejska zaproponuje w środę. „Proponowane przepisy wzmacniają reguły dotyczące tego, jak wyroby tytoniowe są produkowane, prezentowane i sprzedawane” – powiedziała w poniedziałek rzeczniczka Komisji Europejskiej Pia Ahrenkilde Hansen, zapowiadając, że w środę KE przyjmie propozycję zmian w dyrektywie o produktach tytoniowych. Propozycję nowelizacji dyrektywy przedstawi komisarz ds. zdrowia i ochrony konsumentów Tonio Borg. Służby prasowe KE nie ujawniają treści propozycji, póki nie zostanie ona formalnie przyjęta przez komisarzy. Propozycja przeciekła jednak do niemieckiej gazety Bild. Według nieoficjalnych informacji restrykcyjne przepisy dotyczą m.in. zakazu sprzedaży papierosów z dodatkami smakowymi i innymi substancjami, np. kofeiną, tauryną czy barwnikami. W praktyce oznaczałoby to koniec m.in. mentoli, które stanowią 20 proc. polskiego rynku. Łatwego życia mogą nie mieć również fani cienkich papierosów. Według przecieków Bilda popularne – zwłaszcza wśród kobiet – slimy zostaną zabronione. KE chce, by średnica papierosów nie była mniejsza niż 7,5 mm. Nowe prawo miałby też obligować producentów do umieszczania na opakowaniach komunikatów z ostrzeżeniami typu „palenie zabija”, wraz z szokującymi zdjęciami (np. chorych organów wewnętrznych czy zniszczonych rakiem tkanek). Miałby one pokrywać aż trzy czwarte paczki. Przepisy wywołują kontrowersje i sprzeciw m.in. branży tytoniowej. Producenci papierosów obawiają się o swoje zyski i zwiększenie przemytu z krajów, gdzie unijne prawo nie obowiązuje. Według Krajowego Stowarzyszenia Przemysłu Tytoniowego nowe regulacje mocno uderzą w polską gospodarkę, ponieważ jesteśmy pierwszym w UE przetwórcą tytoniu oraz największym producentem gotowych wyrobów tytoniowych (papierosy i tytoń do palenia). Stowarzyszenie w oświadczeniu przekazanym PAP przekonuje, że zakaz wprowadzania na rynek slimów wraz z zakazem stosowania mentolu w każdej postaci doprowadzi do likwidacji blisko 1/3 rodzimego rynku. Dochody podatkowe z tych papierosów w 2011 roku wynosiły 8,7 miliarda złotych. „Polski rynek papierosów mentolowych to 40 proc. całego rynku UE, co w połączeniu z naszym położeniem geograficznym sprawi, że to Polska poniesie główne koszty wprowadzenia tego zakazu” – alarmują producenci tytoniu. Ich zdaniem przyjęcie nowych przepisów będzie oznaczało likwidację dziesiątków tysięcy miejsc pracy. Branża tytoniowa dostarcza do kasy państwa prawie 20 mld zł rocznie. „Gdyby te zmiany zostały przyjęte, oznaczałoby to straty nie tylko dla polskich producentów tytoniu, zakładów, inwestycji, ale także potężne straty dla budżetu” – przyznawał w zeszłym tygodniu w radiowej Trójce wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński. Zapowiedział, że rząd zrobi wszystko, „żeby w polskiej przestrzeni gospodarczej ten projekt nie wszedł”. Jednak Komisja Europejska ma też swoje argumenty. Rzeczniczka KE przypomniała w poniedziałek, że każdego roku palenie zabija prawie 700 tys. osób w Europie. Zażywanie tytoniu jest najczęstszą przyczyną problemów zdrowotnych na starym kontynencie. Szacuje się, że aż 13 mln osób w UE cierpi na choroby wywołane paleniem. Obecna dyrektywa dotycząca wyrobów tytoniowych ma już ponad 10 lat i – jak przekonuje KE – najwyższy czas dostosować prawo do wyników badań i zmian, które miały miejsce w tym czasie. Prace nad nowelizacją dyrektywy z 2001 r. trwają już od ponad dwóch lat. W październiku w związku ze sprawą – w atmosferze skandalu – odszedł pochodzący z Malty komisarz UE ds. zdrowia John Dalli. Swoje kontakty z nim próbował wykorzystać maltański biznesmen, który chciał uzyskać korzyści finansowe od szwedzkiej firmy tytoniowej Swedish Match za domniemane możliwości wpłynięcia na przyszłe przepisy ws. produktów tytoniowych. W zeszłym tygodniu jedna z brukselskich organizacji pozarządowych Corporate Europe Observatory ujawniła, że lobbyści tytoniowi odbyli, co najmniej kilka „cichych” spotkań z wysokiej rangą urzędnikami KE, w tym z ludźmi z gabinetu szefa KE Jose Barroso. UE od lat walczy z paleniem. Obecna dyrektywa wymaga, by wszystkie produkty tytoniowe sprzedawane w UE zawierały pisemne ostrzeżenia o tym, że „palenie zabija”. Całkowity zakaz palenia w miejscach pracy i zamkniętych miejscach publicznych, w tym w barach i restauracjach wprowadziło już kilka krajów unijnych, kilka innych w tym Polska przyjęły legislację antynikotynową, zezwalającą na palenie w wyznaczonych miejscach zamkniętych. Badania wskazują np., że już w rok po wprowadzeniu zakazu palenia w miejscach publicznych można odnotować spadek osób hospitalizowanych i zmarłych z przyczyn sercowo-naczyniowych. Jeśli komisarze przyjmą w środę propozycję nowelizacji dyrektywy tytoniowej, to w 2013 r. trafi ona do Parlamentu Europejskiego; będzie też omawiana przez ministrów z krajów członkowskich. Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

Grabarczyk: A2 musi być przejezdna na Euro 2012

16:46

9 czerwca 2011