Felieton polityczny. Rumkowski

17:50

2 lutego 2018

Krzysztof Chmielnik

Publicysta

 

Łódzkie getto było wielką fabryką produkującą na potrzeby Niemiec. Asortyment produkcji obejmował szeroki wachlarz produktów: od ubranek dla lalek i biustonoszy, po mundury i słomiane buty dla Wehrmachtu. Ponieważ jedyną drogą dostaw żywności, ubrań i opału, była droga oficjalna, mieszkańcy getta, otrzymywali te produkty według drobiazgowego systemu kartkowego. Jakie to były ilości, wiadomo na podstawie istniejących dokumentów. A były to racje głodowe.

Porządku w getcie pilnowało kilkunastu SS-manów, kilkuset wachmanów i ok 6000 żydowskich urzędników w ramach Judenratu, żydowskiego samorządu. Samorząd ten kierował sądem, więzieniem, policją. Początkowo istniał teatr, szkoły, dzieciom organizowano kolonie, a niektórzy pracownicy korzystali z urlopów wypoczynkowych, troszczono się także o sieroty. Getto miało własną walutę i znaczki pocztowe. Żydowskim urzędnikom i policjantom, dawano ordery, za wierną służbę. Getto było wielkim obozem pracy, w którym wymagano zwiększania produkcji, przy malejących racjach żywności i przydziału na opał. Brutalna wojenna ekonomia.

Hannah Arent relacjonując proces Eichmanna właśnie na ekonomiczny aspekt Holokaustu zwróciła uwagę. Eichmannowi przyświecała idea gorliwego wypełniania obowiązków. Traktował to jako patriotyczne zadanie porządnego Niemca. On nie nienawidził Żydów i nie był antysemitą. Miał za zadanie, jak najsprawniej i najtaniej dokonać relokacji. I wykonał je perfekcyjnie.

W łódzkim getcie, Żydzi jako społeczność w znacznej mierze rzemieślników, wypełniali lukę rynku pracy powstałą, po wysłaniu na front rzemieślników niemieckich. Polacy w tej wojennej gospodarce, przymusowo wysyłani na roboty do Niemiec, wypełniali także ubytki niemieckiej siły roboczej, walczącej za führera na frontach. Wszystko w ramach wojennej ekonomii.

Okres tzw szpery w łódzkim getcie, to czas kiedy starzy, chorzy, dzieci, stawały się ekonomicznym balastem dla fabryki jaką było getto. Zgodnie więc z zarządzeniem władz, wydano nakaz wydania osób starych, chorych i dzieci. Z płomiennym przemówieniem w tej sprawie wystąpił szef Judenratu Haim Rumkowski, zwany przez współziomków prezesem z powodu luksusu w jakim żył. Wysyłkę nieproduktywnych, do obozów śmierci, Rumkowski argumentował tak: „Musimy obciąć gałęzie, aby ocalić pień”. Także ekonomia.

Rumkowski był przedsiębiorcą i działaczem syjonistycznym. Swoim rodakom w getcie wmawiał, że praca dla Niemców jest błogosławieństwem, dzięki któremu mogą się uratować. Gorliwie więc i on sam wypełniał niemieckie rozkazy. Jego odpowiednik w Getcie Warszawskim Adam Czerniaków, u którego w gabinecie podczas wojny wisiał portret marszałka Piłsudskiego, w 1942 odmówił współpracy przy organizacji transportów do Treblinki i popełnił samobójstwo. Rumkowski zginął w Birkenau, podobnie jak większość tych, których pomagał tam wysłać.

Zamieszanie w relacjach polsko-izraelskich, nie powinno nam przesłonić faktu, że niemiecka idea korzystania z Polski jako miejsca taniej siły roboczej ma długą tradycję. Tradycję ma też niemiecka propaganda wmawiająca nam, że praca dla Niemców jest dla nas błogosławieństwem.

Dodaj komentarz